W parku na ławce rozmawiają dwie starsze panie. Jedna jest prawnuczką księcia przemyskiego, druga po dziadku hrabianką. Dobrze im razem, dogadują się, bo wiele spraw i problemów nie tylko związanych z wiekiem je łączy. Dlatego jednej z nich zbiera się na intymne zwierzenia.
- Miałam robiony bardzo niebezpieczny zabieg – mówi pierwsza, przejęta i rozgląda się, czy nikt nie podsłuchuje.
- Koronografię? – zgaduje druga.
- Coś w tym stylu, też mnie udrażniano, tylko… Jak zobaczyłam irygator , myślałam, że umrę.
- Co to jest irygator ?
- Urządzenie do przepłukiwania jelit.
- Miałaś robiona gastroskopię?
- Nie, gastroskopia, to badanie żołądka. Połykasz taką rurkę i połykasz. Niedobrze ci, naciąga cię, ale efektem są zdjęcia twojego żołądka. Mnie natomiast wlano przez odbyt płyn, aż do jelita grubego, w celu usunięcia mas kałowych.
- Czego? – krzyczy wnuczka hrabiego.
- No, kupy – rzecze szeptem prawnuczka księcia przemyskiego.
- Lewatywę miałaś robioną? – zgaduje hrabianka.
- Mów ciszej!
- Czegoś ty się naczytała o tym zabiegu?! Irygator , masy kałowe! Mów po ludzku!
Miałam zaparcie… No i człowiek się uczy całe życie… – odpowiada nieśmiało starowinka, która miała robioną lewatywę.

komentarze zablkowane