Tłumacz języka niemieckiego, angielskiego i każdego innego języka jest jak saper – na błąd pozwolić sobie nie może. Pomyli się raz i wypada z interesu. Niekiedy pomyłka tłumacza może być jednak w pewnym sensie pożyteczna. Zapewne nie z perspektywy samego tłumacza, ale w pewnych sytuacjach z punktu widzenia opinii publicznej, która dzięki błędowi może dowiedzieć się sporo, co zilustruje przytoczony poniżej przykład.
Latem tego roku amerykańska sekretarz stanu USA odbywała podróż po Kongo. W czasie jednego ze spotkań pewien student zadał żonie byłego prezydenta pytanie dotyczące poglądów obecnej głowy państwa w USA w odniesieniu do umów gospodarczych zawartych przez Amerykanów z Chinami. Pani tłumacz, która przekładała pytanie wspomnianego studenta, popełniła błąd, „dzięki” któremu cały świat mógł dowiedzieć się, że posągowa Hillary Clinton nie panuje nad sobą.
Przekonana, iż ma posłużyć za przekaźnik informacji swojego męża, wybuchnęła złością i nie zważając na to, iż piastowane przez nią stanowisko zobowiązuje, niemal wykrzyczała, co sądzi na temat Bogu ducha winnego studenta. Mały błąd w tłumaczeniu może wywołać zatem niezła burzę. Można by przytoczyć mnóstwo przykładów. Można by też zastanowić się, ileż to razy tłumaczenia na niemiecki, na angielski, czy też na inny język były z powodu drobnych błędów źródłem afer, bądź też w wyniku świadomych zabiegów ratowały świat przed zawirowaniami, polityków przed blamażem.
Tłumacz niemieckiego czy angielskiego – każdy tłumacz – powinien znać zatem swoje miejsce w szeregu, ale powinien też mieć świadomość odpowiedzialności, która na nim spoczywa.

komentarze zablkowane